logo
Małżeństwo od kulis
Nie od dziś wiadomo, że Boska Komedia uwielbia zaskakiwać swoich wiernych widzów. Dlatego nim Festiwal na dobre zagości w Krakowie, już 4 grudnia w Łaźni Nowej będzie można wybrać się na wydarzenie specjalne, które doskonale wpisuje się w międzynarodowy nurt krakowskiego święta teatru. Na nowohuckiej scenie będzie można bowiem zobaczyć Norę, czyli dom lalki w reżyserii Herberta Fritscha, który wyreżyserował spektakl specjalnie dla sceny teatru w Oberhausen.

Dramat napisany przez Henryka Ibsena i wystawiony po raz pierwszy w 1879 roku wywołał obyczajowy skandal. Z jednej strony jest to niewątpliwie jedno z arcydzieł naturalistycznego teatru, z drugiej - ostra krytyka niedostatecznej roli kobiety w społeczeństwie. Dzięki temu Nora jest jednocześnie wyrafinowanym melodramatem i ekscytującym thrillerem, obnażającym kłamstwo i hipokryzję dziewiętnastowiecznej instytucji małżeństwa. W przytulnym, mieszczańskim domu Helmerów trwają bożonarodzeniowe przygotowania. Młodziutka Nora ozdabia choinkę, zamartwia się prezentami dla dzieci, a w międzyczasie musi uporać się ze strachem o życie męża, szantażem i umierającym przyjacielem rodziny. Wchodząc w kulisy rodzinnego salonu okazuje się, że bajkowo wyglądająca idylla wcale nią nie jest. Pytanie tylko, czy warto ją chronić za wszelką cenę?

Fritsch postanowił swój spektakl utrzymać w konwencji kolorowego i baśniowego korowodu. Aktorzy ucharakteryzowani są na gigantyczne, ożywione lalki, stąd w widzu rodzi się niepokój w kwestii niewidzialnego animatora tego widowiska. Zwłaszcza, że reżyser dodatkowo wprowadza nastrój grozy korzystając z muzycznego komentarza rodem z filmów Hitchcocka, a także prowadząc aktorów w stronę bardzo fizycznego teatru, balansującego na granicy kontaktu fizycznego a przemocy, także seksualnej. Tym samym wydaje się, że reżyser w rodzinie dopatruje się najmniejszej i najważniejszej komórki społecznej, jednak dopowiadając, że bardzo często to ona kreuje kryminalne, brutalne zachowania.

Natomiast na zakończenie Festiwalu, 15 grudnia w ramach nurtu PARADISO – Młodzi Reżyserzy, zaprezentowane zostanie przygotowane w kieleckim Teatrze im. Żeromskiego przez Weronikę Szczawińską Białe małżeństwo Tadeusza Różewicza.

Premiera tekstu w 1975 roku zakończyła się skandalem. Dramat Różewicza poruszał problem seksualności i płciowości, który do tej pory był w Polsce tematem tabu. Tak silnym, że nawet kardynał Stefan Wyszyński ostro potępił sztukę z ambony. A co aż tak szokującego zaproponował dramatopisarz? Białe małżeństwo jest pastiszem na salonowe komedie końca XIX wieku oraz całą mentalność mieszczańskiego życia, salonikowej dulszczyzny. W karbach udawanej moralności zamknięte są dwie młode dziewczyny: Bianka i Paulina, stojące na progu dorosłości w obliczu konieczności zawarcie małżeństwa i obudzenia swojej seksualności. Całe okrucieństwo, ale i komizm tekstu Różewicza tkwi jednak w starciu doświadczenia ciała, jego fizjologii i nagości z językowymi konstrukcjami, retorycznymi figurami. Dlatego też kluczową rolę w sztuce odgrywa właśnie niemalże freudowski konflikt ciała i słowa.

I właśnie to staje się punktem wyjścia dla twórców spektaklu. Szczawińska w duecie ze swoją scenografką Izabelą Wądołowską budują na scenie gigantyczny katalog, ścianę wypełnioną szufladami, z których, niczym kliniczne przypadki zaburzeń psychologicznych, wychodzą kolejni bohaterowie dramatu. W dodatku całkowicie bezwolni i groteskowi, jak chociażby młoda para – Bianka i Beniamin, którzy niczym marionetki są wprawiani w ruch przez starsze pokolenie: wyemancypowanej Ciotki, rozerotyzowanych Dziadka i Ojca, potulnej Matki.

I właśnie owa podwójność: tematyka gender wraz poszukiwaniem odmiennego, kobiecego języka, który pozbawiony byłby biologicznych, wulgarnych odniesień oraz historia polskiej kultury, jej mity, ukryte w tekście tropy, aluzje i cytaty z literackiego kanonu, są tym, co najbardziej interesuje reżyserkę spektaklu. Zdecydowała się jednak ona odrzucić dziewiętnastowieczny kostium ciasnego salonu i rozpisała biologiczno-cielesne problemy na głosy postaci, każdej przydając charakterystyczny ruch, określoną choreografię gestów, które uzewnętrzniają popędy. Popędy, które nimi kierują, od których nie potrafią się uwolnić, które coraz ciaśniej zamykają ich w pułapce obyczajności ciała.

Wydaje się zatem, że proponowane przez organizatorów dwa nadzwyczajne festiwalowe wydarzenia zepną piękną ramą narracyjną tegoroczny Festiwal, dokładając kolejną cegiełkę do barwnej palety wypowiedzi diagnozujących współczesną polską rzeczywistość.

Powrót
97/215
17 listopada 2011