logo
Klata i żużel
Wyjątkowo późno, bo dopiero 29 lipca zamknie sezon Teatr Polski im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy. Wakacyjna pora może skłonić wielbicieli teatru oraz bywalców Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Boska Komedia w Krakowie do zaplanowania wolnych dni tak, by wziąć udział w bydgoskiej lipcowej prapremierze. Szwoleżerów Artura Pałygi reżyseruje tam bowiem Jan Klata.

Reżysera nie trzeba nikomu przedstawiać. Jan Klata jest dobrze znany teatromanom, a w kolejnych edycjach Boskiej Komedii jego charakterystyczny styl uwodzi zarówno publiczność, jak i jurorów. Przypomnijmy tylko, że w 2008 roku podczas 1. edycji Festiwalu reżyser uhonorowany został nagrodą dla najlepszego reżysera za Sprawę Dantona z Teatru Polskiego we Wrocławiu, a w roku 2009 wystawiający w jego reżyserii Trylogię wg Henryka Sienkiewicza Zespół Aktorski z Teatru Starego w Krakowie dostał nagrodę dla najlepszego zespołu. W ubiegłym roku w części konkursowej prezentowane było Wesele hrabiego Orgaza także z Teatru Starego w Krakowie w jego reżyserii. Czy w tym roku spektakl Jana Klaty ponownie zagości na Festiwalu? O tym przekonamy się dopiero po wakacjach; teraz, w oczekiwaniu na emocje konkursu na najlepszy polski spektakl mijającego sezonu zapraszamy do Bydgoszczy. Znakomitych aktorów bydgoskiego zespołu krakowscy widzowie pamiętać mogą choćby z prezentowanego rok temu spektaklu Babel w reżyserii Mai Kleczewskiej. W Szwoleżerach czeka nas jeszcze jeden „boski" akcent: autorem scenografii jest Mirek Kaczmarek, także uhonorowany nagrodą przez jury Boskiej Komedii za scenografię do Sprawy Dantona w 2008 roku.

Czy Szwoleżerowie okażą się kolejnym wielkim sukcesem Jana Klaty? Artur Pałyga, autor dramatu, znany jest z tekstów, które odważnie obnażają polskie współczesne bolączki, słabości i wady narodowe (Nic co ludzkie, prezentowane na Boskiej Komedii w 2008 roku, powstało jako efekt współpracy Artura Pałygi z reżyserami Pawłem Passinim, Piotrem Ratajczakiem i Łukaszem Wittem-Michałowskim oraz aktorami). Możemy się jednak domyślać, że jego najnowszy dramat, opowiadający o... żużlowcach, ich kobietach i kibicach, będzie w gruncie rzeczy opowieścią o współczesnej Polsce. Podczas pracy nad dramatem autor korzystał z wielogodzinnych wywiadów, przeprowadzonych przez Beatę Zamlewską-Pałygę z zawodnikami, ich dziewczynami, żonami i działaczami. Rozmowy obnażyły między innymi zatrważająco wysoką ilość samobójców w gronie żużlowców. Wielkie pieniądze, presja osiągania kolejnych zwycięstw, towarzysząca każdemu okrążeniu możliwość wypadku na torze, kalectwa lub śmierci oraz emocje kibiców stały się tematami inspirującymi dla reżysera a zarazem pomysłodawcy całego przedsięwzięcia, oraz dla dramaturga. „Nie interesował nas reportaż ani realizm, tylko metafora, która może mieć znaczenie także dla tych, którzy nigdy nie byli na meczu - mówi reżyser. - Jesteśmy największą światową potęgą żużlową, mamy mistrza świata i najlepszą ligę, najbogatsze kluby, tymczasem żużel łączy się ze skrajnym zawadiactwem, ryzykanctwem. Dlatego warto się zastanowić, co takiego jest w Polakach, że chętnie całymi rodzinami przychodzą zobaczyć najlepszych na świecie zawodników - żywe torpedy jeżdżące z prędkością 120 km na maszynach, które nie mają hamulców. Nieprzypadkowo spektakl nosi tytuł Szwoleżerowie. Konie się zmieniają, Polacy nie".

Ważnym elementem spektaklu będzie wykonywana na żywo muzyka, skomponowana przez Macieja Szymborskiego i Sławomira Szudrowicza, wykonywana przez samych kompozytorów i przedstawicieli młodej sceny bydgoskiej: Błażeja Gawlińskiego i Kubę Ziółka. A na scenie - prawdziwe maszyny wypożyczone z różnych sportowych klubów.

W zapowiedzi do spektaklu Artur Pałyga napisał: „Wiadomo, sytuacje są różne. Nie wszyscy wytrzymują. Są wypadki. I są samobójstwa. Są pieniądze i są oczekiwania. Bo żużel to ból i pęd. To męski, polski, ułański, robotniczy sport. I jeśli ktoś spyta, co jest ważniejsze, zawodnik czy motor, odpowiedź brzmi: czym byłby zawodnik i motor bez kobiet? Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest łudzące".
Powrót
113/215
22 lipca 2011