logo
Między świętem a rzezią

Odbywająca się w Guapi 28 grudnia fiesta los santos inocentes jest egzotyczna i mało znana nawet dla rdzennych mieszkańców Kolumbii. Choć związana jest z obchodami katolickiego Święta Niewiniątek, szczególnie celebrowanego w Hiszpanii i w Ameryce Południowej, w takiej, na poły karnawałowej, formie występuje jedynie w tej odciętej od cywilizacji niewielkiej miejscowości.

Do Guapi dostać się można wyłącznie drogą lotniczą (lądowa jest odcięta przez dżunglę), a jako miejsce nieustannych starć wojsk paramilitarnych z guerillą, nie cieszy się ono najlepszą sławą. Mimo to główna bohaterka spektaklu Rolfa Abderhaldena Święto Niewiniątek postanawia spędzić tam swoje przypadające właśnie na 28 grudnia urodziny. Co więcej, ignorując ostrzeżenia recepcjonistki, która radzi jej oglądać przebieg święta z okien hotelu, wychodzi na ulicę, by połączyć się ze świętującym tłumem. Szybko okazuje się, że fiesta niewiele ma wspólnego z tym, czego się spodziewała: przebrani w kobiece stroje, zamaskowani mężczyźni biczują pozostałych – nieprzebranych – a także ją, jedyną obecną na ulicy kobietę.

Początkowo przebierańcy przechadzają się ulicami, z rzadka tylko używając swoich długich biczów, jednak z czasem zabawa staje się coraz brutalniejsza. Ofiarą biczowników pada każdy nieprzebrany: uczestniczący w święcie czy zwykły przechodzień. Na koniec biczujący mężczyźni jednoczą się i przechodzą ulicami, skandując  hasła wzywające do buntu i walki o wyzwolenie. W zakończeniu spektaklu bohaterka pyta swoich oprawców, dlaczego otrzymała razy, za co została ukarana. W odpowiedzi słyszy: „za niewinność”.

Ten skrócony opis fabuły Święta Niewiniątek nie wyczerpuje złożoności i wieloznaczności spektaklu Abderhaldena, zaprezentowanego przez zespół Mapa Teatro z Bogoty. Rzeczywistość miesza się tu z fikcją na wielu płaszczyznach, co bezpośrednio związane jest z genezą spektaklu: reżyser, zainspirowany opowieścią o obchodach Święta Niewiniątek w Guapi, udał się tam z siostrą (współreżyserką spektaklu, kreującą w nim także główną rolę, która rzeczywiście obchodzi urodziny 28 grudnia) i kilkoma członkami ekipy technicznej, aby na miejscu nakręcić materiał filmowy dokumentujący jego przebieg. Ponad czterdzieści godzin nagrań zostało wykorzystanych dopiero podczas dalszej pracy w berlińskim teatrze Hebben Am Ufer, gdzie artyści wraz z reżyserem oglądali nagrany w Guapi materiał, cięli go i montowali na nowo, a jednocześnie prowadzili improwizacje aktorskie, inspirowane nagraniami, które ostatecznie weszły do spektaklu, stając się jego integralną częścią.

W ten sposób ukształtowała się ostateczna forma spektaklu, w którym wyświetlane nad sceną dokumentalne projekcje wideo toczą nieustający dialog z etiudami aktorskimi rozgrywanymi poniżej, w scenerii biednej knajpy, przysłanianej zrobioną z firanek kurtyną, przyozdobioną balonikami i wstążkami. Pojawiają się maski i kolorowe sukienki, automat do gier miga wielobarwnymi światełkami. Jest ubogo i tandetnie, ale też trochę swojsko i znajomo. Obcość językową i tematyczną twórcy spektaklu starają się zresztą przełamać: w kącie piętrzą się skrzynki po polskim piwie, w pewnym momencie aktorzy wychodzą też w stronę publiczności, trzymając kartony z polskimi napisami.

Projekcje są tutaj czymś więcej, niż tylko uzupełnieniem opowieści bohaterki o jej wyjątkowych urodzinach – nadają rytm części fabularnej, napędzają sceniczną akcję. Energia występujących na scenie aktorów, szybkość kolejnych scen, atmosfera happeningu czy może raczej performance’u mają swoje źródło w brutalnych obrazach autentycznego świętowania w Guapi. Okrucieństwo i nieobliczalność święta podkreśla drapieżna muzyka, czasem ustępująca miejsca muzykowi, prawdziwemu mieszkańcowi Guapi, grającemu na marimbie i śpiewającemu tradycyjne, tęskne pieśni. Na ekranach oglądamy nie tylko samo święto, ale również puste ulice Guapi, jeszcze przed rozpoczęciem obchodów, z mundurowymi noszącymi broń, którzy przechadzają się wśród przebierańców. Przypomina to o specyfice miejsca, atmosferze zagrożenia, w jakiej żyją mieszkańcy Guapi, i przenosi na inną płaszczyznę aspekt zatartej granicy między świętowaniem a śmiercią.

Podobną rolę pełni także pojawiająca się we śnie głównej bohaterki autentyczna postać Evera Veloza José Garcíi alias HH, kolumbijskiego dowódcy oddziałów paramilitarnych Sił Zbrojnych Kolumbii i handlarza narkotyków. Schwytany Veloza przyznał się do zamordowania co najmniej trzech tysięcy osób. Właśnie fragmenty jego spowiedzi – pojawiający się w miejscu projekcji gęsty tekst, składający się wyłącznie z dat, nazwisk ofiar i w kilku słowach opisanych okoliczności śmierci – kończą spektakl. Obraz Guapi – już wcześniej duszny i przerażający – staje się okrutny. W tym kontekście święto zyskuje wymiar katarktyczny, oczyszczający, jest jedyną drogą ujścia dla emocji Guapijczyków związanych z bezustannym balansowaniem pomiędzy życiem a śmiercią. To, co wewnętrzne: tradycja, odwzorowuje i oswaja to, co zewnętrzne: sytuację polityczno-społeczną. Temu służą groteska i absurd, których nie można odmówić zarówno fabularnej części spektaklu, jak i projekcjom.

Obrazy biegających z biczami w dłoniach, noszących groteskowe maski i kobiece przebrania czarnoskórych mężczyzn są niezwykle teatralne. Atmosfera dziwaczności sięga szczytu w ujęciach z końca fety, kiedy nadal zamaskowani i przebrani mężczyźni zaczynają wykonywać codzienne czynności, sprzątać ulice, czy wracają do swojego zawodu, jak fryzjer uliczny, który obcina włosy siedzącemu przed nim chłopcu.

W rozmowie z Boską Komedią reżyser przyznał, że wielu widzów uznało prezentowane przez niego dokumentalne projekcje za część performance’u, za wyreżyserowane nagranie. Nie przeszkadza to bynajmniej w osiągnięciu przez spektakl jego głównego celu, którym jest zwrócenie uwagi widzów na to, co nieoczywiste, na miejsca i sytuacje pomijane w zbiorowej świadomości. Zespół Mapa Teatro czyni to nienachalnie, a dzięki odniesieniu do konkretnego wydarzenia – również bardzo skutecznie. Udowadnia przy tym, że działalność artystyczno-interwencyjna w jego wykonaniu może być równie oryginalna, co oniryczne Tęsknię za Alpami. W obu przypadkach mamy do czynienia z wyobraźnią, która choć egzotyczna dla europejskiego widza, przemawia do niego swoim bogactwem i niespotykanymi zestawieniami.

Magdalena Gałkowska

Powrót
116/215
10 czerwca 2011