logo
Kolumbijczycy nie są normalni
Rozmowa z Rolfem Abderhaldenem, reżyserem spektaklu Święto niewiniątek

Boska Komedia: Dziś na deskach Teatru Łaźnia Nowa pierwszy polski pokaz Święta niewiniątek. Widzowie  zastanawiają się, co tym razem pokażecie ty i twoja grupa. Czy sam masz jakieś oczekiwania wobec krakowskiej publiczności?

Rolf Abderhalden: Występowaliśmy już w Krakowie w 2008 roku, to była pierwsza edycja festiwalu Boska Komedia, więc pobyt tutaj nie jest dla nas nowością, znamy już to miejsce. Nie wiem, czy na widowni zasiądą te same osoby, co dwa lata temu – trochę czasu już upłynęło, a i my przyjeżdżamy z przedstawieniem, które jest zupełnie inne od tego, które prezentowaliśmy poprzednim razem (Tęsknię za Alpami – przyp.). Wówczas był to spektakl bazujący na tekście austriackiego dramatopisarza Händla Klausa.

Boska Komedia: Czego możemy się spodziewać tym razem?

Rolf Abderhalden: W przypadku Święta niewiniątek mamy do czynienia ze zbiorową kreacją wywiedzioną z naszego rzeczywistego doświadczenia. Pojechaliśmy na pacyficzne wybrzeże Kolumbii, gdzie nadal obecne są bardzo silne tradycje afroamerykańskie. Odwiedziliśmy miejscowość Guapi i byliśmy świadkami, a jednocześnie uczestnikami pewnego specyficznego lokalnego święta, które ma miejsce każdego roku 28 grudnia. Mężczyźni kultywują tego dnia pewną osobliwą tradycję. Nie powiem wam, o co dokładnie chodzi, musicie się o tym przekonać same…

Boska Komedia: Chyba domyślamy się, o jaką tradycję chodzi – o grę płci i przebieranie się mężczyzn za kobiety?

Rolf Abderhalden: (Śmiech) Tak, dokładnie o tę! Ale to tylko część tej tradycji – jej najważniejszym aspektem jest to, że oni nie tylko przebierają się za kobiety, ale wychodzą w tych strojach na ulice miasta i okładają innych batami, takimi, jakich używa się do poganiania koni. Co istotne, 28 grudnia to również katolickie święto Świętych Młodzianków, które obchodzimy szczególnie w Ameryce Południowej oraz w Hiszpanii, nie wiem, czy w innych krajach katolickich celebruje się je na taką skalę. A mieszkańcy Guapi, nie wiedzieć czemu, tego samego dnia kultywują tę starą tradycję (nie wiem, czy tak starą jak Świętych Młodzianków), wychodząc na ulicę w damskich przebraniach, w maskach i bijąc tych, którzy nie są przebrani. Nałożenie maski jest tu bardzo ważne.
Zastanowiło nas więc, dlaczego te dwa święta mają miejsce jednego dnia – czy i jaka jest między nimi relacja.

Boska Komedia: Jak przygotowałeś materiał wyjściowy do spektaklu?

Rolf Abderhalden: Po prostu – pojechaliśmy tam. W Kolumbii Guapi nie jest jakoś szczególnie znane. Owszem, gdzieś się słyszy o tym rejonie, ale z reguły nie przykłada się do niego większej wagi. Niewielu ludzi tam jeździ, to bardzo odizolowana wioska. Położona jest nad brzegiem Pacyfiku, z drugiej strony odgradza ją las – nie da się tam dotrzeć drogą lądową, w grę wchodzi tylko samolot lub łódź. Społeczeństwo jest bardzo hermetyczne, a przy tym biedne. Położenie – bliskość oceanu, z silnym system paramilitarnych służb granicznych, z drugiej strony las, w którym kryją się walczący partyzanci – sprawiło, że obszar ten stał się punktem strategicznym. To, co zobaczyliśmy na miejscu, sprawiło, że zaczęliśmy szukać powiązań pomiędzy lokalnym świętem a sytuacją polityczną, zewnętrzną.

Boska Komedia: Czyli jak sytuacja polityczna wpływa na taki sposób celebrowania tej tradycji?

Rolf Abderhalden: Dokładnie. Czy wpływa bezpośrednio – nie sądzę, ale wierzymy, że pomiędzy świętowaniem a masakrą z czasów podbojów kolonialnych luka jest naprawdę niewielka. W Kolumbii bardzo subtelna granica oddziela celebrację, która powinna kojarzyć się z życiową energią, od umierania. Zupełnie jakby nie było żadnej antynomii w świecie, jakby codzienne czynności, rozmowy z ludźmi, świętowanie z nimi były oddzielone wyłącznie cieniutką linią od spraw ostatecznych. To nas bardzo zainteresowało. Mamy tu określony schemat zachowania, pewną prawdę o kondycji jednostki ludzkiej targanej przez konflikty, również te zewnętrzne, które wdzierają się w codzienne życie. Pojawia się pytanie: w jaki sposób przekraczają one naszą prywatną granicę i odbijają się w naszym wnętrzu, uczuciach.

Boska Komedia: Czy znasz już odpowiedź na to pytanie?

Rolf Abderhalden: Odpowiedź materializuje się między innymi w muzyce, ruchu, tańcu, lokalnych sposobach świętowania właśnie. A świętowanie jest czynnością społeczną. My zajęliśmy się tylko niewielkim fragmentem tego, co można zobaczyć w Guapi. Ale chciałyście wiedzieć, co takiego odróżnia Święto niewiniątek od poprzednio prezentowanego w Krakowie spektaklu…
Przy pracy nad Tęsknię za Alpami po prostu robiliśmy teatr. Korzystaliśmy z gotowego tekstu, wszystko odbyło się zgodnie ze schematem. Zaś w przypadku Święta długo zastanawialiśmy się nad formą ostateczną – ja sam nawet nie wiem, czy to jest teatr, czy nie. Stwierdziliśmy, że chcemy pracować wyłącznie z materiałem rzeczywistym i znaleźć sposób na jego pokazanie na scenie. Dlatego zaprosiliśmy do współpracy muzyka z regionu Guapi, który gra na marimbie, on podczas każdego spektaklu wykonuje muzykę na żywo. Nie jest aktorem – jest autentycznym mistrzem gry na tym instrumencie. Są, oczywiście, aktorzy, ale to, co prezentujemy, to coś więcej niż fikcja.
Naszym punktem wyjścia był fakt, że Heidi (Abderhalden – przyp.), która gra główną rolę, 28 grudnia obchodzi swoje urodziny. Kobieta, którą gra, wyjeżdża więc do Guapi, aby świętować swoje urodziny, które jakimś zrządzeniem losu wypadają tego samego dnia, co krwawe lokalne święto. To, co obserwuje na miejscu, jest dla niej zaskakujące. Taka jest główna rama spektaklu.
Spektaklowi towarzyszą projekcje wielu fragmentów dokumentalnych – filmów, dźwięków, które zarejestrowaliśmy w Guapi. Widzowi serwujemy więc mieszankę środków wyrazu – żywych aktorów i wszystkich wizualnych i dźwiękowych materiałów. Konfrontujemy to, co realne w filmie – sytuację w wiosce, z tym, co realne na scenie – działającymi aktorami, muzykiem.
Bardzo interesujące są komentarze europejskich widzów po spektaklach. Wielu z nich sądziło, że to, co stanowi filmowe tło spektaklu, to fikcja. Byli przekonani, że ekipa filmowa po prostu pojechała do Guapi i wyreżyserowała całą sytuację, angażując w to mieszkańców.
Nie wiem czy powinienem, ale zwierzę się wam, że bardzo mnie ciekawi, i to chyba dopiero będzie odpowiedź na wasze pierwsze pytanie, jak zareaguje na ten materiał filmowy krakowska publiczność. Zastanawia mnie, czy uwierzą, że wydarzenia przez nas udokumentowane są prawdziwe.

Boska Komedia: Trudno to chyba jednoznacznie stwierdzić.

Rolf Abderhalden: Muszę ostrzec, że nie jest to łatwa sztuka. Narracja jest wielopoziomowa, wiele rzeczy wydarza się jednocześnie, więc publiczność może być momentami zagubiona, może zastanawiać się, co jest głównym trzonem akcji – to, co prezentujemy jako materiał filmowy, czy działania aktorów.

Boska Komedia: W twoim poprzednim spektaklu Tęsknię za Alpami również nie mieliśmy do czynienia z tradycyjnie pojmowaną akcją – historia była połamana, po częściach akcji następowały momenty kompletnej „bez-akcji”, gdzie można było skupić się tylko na emocjach (lub nie).

Rolf Abderhalden: Myślę, że warto mieć w pamięci zdanie, że ci Kolumbijczycy nie są do końca normalni (śmiech) i nie spodziewać się po nas tradycyjnie pojmowanej akcją z punktem kulminacyjnym i zakończeniem.

Boska Komedia: Moją uwagę w Tęsknię za Alpami przykuła scenografia, która doskonale podkreślała to, co dzieje się w spektaklu i pomiędzy postaciami. Czy czegoś podobnego możemy spodziewać się po Święcie niewiniątek?

Rolf Abderhalden: Mam nadzieję, że nie będziesz rozczarowana (śmiech). Myślę, że w przypadku Alp możemy posłużyć się kategorią wizualnego poematu, gdzie widz miał do czynienia z dużą ilością wrażeń, również zmysłowych. To było bliższe poezji niż dramatowi. Święto niewiniątek pewnie nie okaże się od tej estetyki aż tak odległe. Ale poczekam na wasz komentarz po spektaklu. Bo być może dla mnie jest to coś innego, a wy zobaczycie w tym określoną wizję…

Boska Komedia: …wypływającą z osobowości reżysera?

Rolf Abderhalden:  (Śmiech) Tak, dokładnie o to mi chodzi! Poza tym widzowie będą mogli zobaczyć dwójkę aktorów, którzy wystąpili w Tęsknię za Alpami.

Boska Komedia: Czy możesz nam zdradzić, jak dokładnie powstawał twój spektakl? Jak dowiedziałeś się o święcie w Guapi? Co wydarzyło się potem? Po prostu zebrałeś ekipę i ruszyliście w drogę? Bo z pewnością nie zacząłeś od scenariusza i obsadzenia ról.

Rolf Abderhalden: Oczywiście, nie było żadnego scenariusza. Wyszliśmy od różnicy pomiędzy celebrowaniem a masakrą. Widzieliśmy wiele świąt w Kolumbii i zauważyliśmy, że w ich obchody często wkrada się element okrucieństwa. Zupełnie intuicyjnie odwołaliśmy się wtedy do święta w Guapi, obejrzeliśmy fotografie z jego obchodów i pomyśleliśmy, że to nic pięknego, a przynajmniej nic interesującego estetycznie. Ale zdecydowaliśmy się pojechać. Wyruszyliśmy w cztery osoby – ja, moja siostra Heidi, współreżyserka spektaklu, operator kamery i dźwiękowiec. Heidi również filmowała. Po powrocie przejrzeliśmy nasze materiały i przeraziliśmy się ich ilością. Poprosiliśmy więc o konsultacje zaufanych ludzi, po czym – a cały projekt jest koprodukcją z berlińskim Hebbel Theater, gdzie parę lat wcześniej, w 2005 roku, zaprezentowaliśmy nasz polityczny spektakl o zniszczeniach, które dotknęły sąsiedztwa Bogoty – zapytaliśmy zespół Hebbel, czy nie chcieliby z nami współpracować. Zgodzili się. Zjawiliśmy się więc ze wszystkim, co udało nam się sfilmować, nagrać i zaczęliśmy wspólnie zastanawiać się, jak przenieść to na scenę. Powróciła kwestia urodzin Heidi, które odbywają się 28 grudnia. Zainspirowało nas to do zaaranżowania sytuacji, zupełnie zwyczajnej, w której kobieta wyjeżdża świętować urodziny, a na miejscu zastaje masakrę. To początek historii, same zobaczycie, jak to się kończy.
Zgromadzone filmy i dźwięki edytowaliśmy w obecności aktorów, którzy, oglądając nasz materiał, improwizowali na jego temat. Naprawdę – montowaliśmy materiał na scenie. W pustej przestrzeni był tylko film, edytorzy i aktorzy – nic więcej, żadnych dekoracji. To była długa i ciężka praca, wyczerpująca także przez to, że ekipy teatralne czy montażyści nie przywykli do takiego sposobu pracy. Zaprosiliśmy też do współpracy Matthiasa Peesa, niemieckiego dramaturga, bo zależało nam, aby mieć w zespole kogoś, kto nie uczestniczył w naszym doświadczeniu z wydarzeniami w Guapi.

Boska Komedia: Potrzebowaliście świeżego oka, spojrzenia kogoś, kto nie był zaangażowany w akcję, którą dokumentowaliście?

Rolf Abderhalden: Dokładnie tak. I pojawił się Matthias, przyszedł na próby dwa razy – na początku i na końcu procesu twórczego, w jakiś sposób pomógł nam zorganizować posiadany materiał. Oczywiście od początku produkcji spektaklu do teraz zaszło wiele zmian. Wcześniej mieliśmy dwoje muzyków, teraz został tylko jeden – drugi ze względu na swój wiek nie mógł już z nami grać. Również wewnątrz struktury przedstawienia coś się zmieniło – niektóre rzeczy stały się mniej „skupione”… Ja nazywam to ewolucją.

Boska Komedia: Jeszcze szybkie pytanie o tytuł. W języku polskim istnieje takie sformułowanie, jak „rzeź niewiniątek”, a takie skojarzenie może nasuwać tytuł twojego spektaklu. Czy w przypadku oryginalnego tytuł również mamy do czynienia z taką grą słów?

Rolf Abderhalden: To zupełny przypadek, nie miałem o tym pojęcia!

Boska Komedia: Ta gra słów nasuwa nam właśnie połączenie święta i rzezi.

Rolf Abderhalden: Bardzo interesujące! Nie miałem pojęcia o istnieniu takiej formuły. Mogę tylko powiedzieć, że tłumaczenie tytułu jest w tym wypadku doskonałe. Z hiszpańskiego przetłumaczylibyśmy to jako „Święci Młodziankowie”, co nie nasuwa takiej interpretacji, jak w przypadku polskiego brzmienia tytułu. Widocznie nasz język nie jest aż tak bogaty (śmiech).

Boska Komedia: Dziękujemy za rozmowę!

Rolf Abderhalden: Również dziękuję i zapraszam na spektakl! Jestem naprawdę ciekaw waszych wrażeń, zwłaszcza w zestawieniu z Tęsknię za Alpami.
Powrót
118/215
3 czerwca 2011