logo
Siódmy dzień

Mimo zakończenia części konkursowej, 3. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia w Krakowie nie zwalnia tempa. Po ogłoszeniu wyników i ostatnich pokazach spektakli w sekcji Inferno, nadal przyglądamy się młodym polskim reżyserem i bierzemy udział w licznych wydarzeniach towarzyszących. Przygotowujemy się także na przyjazd legendarnego Workcenter of Jerzy Grotowski and Thomas Richards z Pontedery.

Wczoraj festiwalowa publiczność miała wyjątkową możliwość spotkania się ze wszystkimi twórcami zaproszonymi do pokazania swoich prac w części Paradiso. Gośćmi Łukasza Drewnika byli Wiktor Rubin i Piotr Ratajczak, Weronika Szczawińska i Natalia Korczakowska oraz Jarosław Fret. Wiktor Rubin i Piotr Ratajczak rozmawiali między innymi o specyficznym traktowaniu widza w swoich spektaklach: widza, drażnionego, zaczepianego. To działanie biorące się z chęci wciągnięcia go do akcji. Wiktor Rubin przyznał, że sposób, w jaki aktywizuje podczas swoich spektakli widownię, ma za każdym razem inny charakter. Najodważniejszą taką próbą w swojej twórczości uważa Orgię, w której zerwał z podziałem na scenę i widownię, aktorów i widzów. W prezentowanym na Boskiej Komedii spektaklu także widzowie mają prawo do podjęcia aktywnych działań, stają się także częścią scenografii spektaklu.

Z kolei Piotr Ratajczak przekonywał, że widz jest każe uczestnikiem wydarzenia teatralnego, na równi z obecnymi aktorami. Dlatego swoje spektakle postrzega jako próbę sprowokowania widza, a tym samym zmuszenia go do podjęcia dyskusji. Zapytany o najważniejsze zmiany, jakie zajść powinny w polskim teatrze, reżyser zaproponował „wałbrzychizację Polski” – wprowadzenie modelu działania teatru w Wałbrzychu, z jego otwartością na kontekst lokalny i nowatorską działalność młodych artystów, która staje się centrum kulturalnym danej społeczności, w którym możliwe jest zarówno spotkanie na spektaklu, jak też na odczycie, koncercie, etc.

Zapytane o swoich mistrzów Weronika Szczawińska i Natalia Korczakowska wskazały na zupełnie odmienne osoby i tradycje teatralne. Szczawińska na podstawę swojej pracy wskazała potrzebę szukania sensów spektaklu nie tylko w samym tekście, w słowie, ale też w ruchu, w geście. Reżyserka przyznała, że spektakl postrzega jako partyturę, w której swoje znaczenie ma zarówno obraz, jak i dźwięk, gest, słowo. W tak pojętym spektaklu relacja między reżyserem a  aktorem jest dla niej relacją równorzędnych współtwórców, w której aktor nie wykonuje biernie poleceń, których nie rozumie, a jest świadomy postawionego przed nim zadania i wnosi własny wkład w prowadzone podczas prób poszukiwania artystyczne. Z kolei Natalia Korczakowska jako swoich mistrzów wymienia Jerzego Grzegorzewskiego i René Pollescha – reżyserów o diametralnie odmiennych wizjach teatru. Sama Korczakowska mówiąc o swojej metodzie pracy wskazała na zestawianie, zderzanie dwóch faktów, czy też dwóch rzeczywistości i bezstronne przyglądanie się scenicznym wynikom tak przeprowadzonego eksperymentu. W rozmowie powrócił wątek Teatru w Wałbrzychu jako miejsca pracy łączącego kolejnych rozmówców. Wałbrzyski teatr został też przywołany jako modelowy i wyjątkowy przykład zespołu teatralnego jako grupy ludzi gotowych podjąć ryzyko artystyczne i będących w stanie razem zrealizować określoną linię estetyczną. Co ciekawe, obie artystki odcięły się od generalizującego podziału na „teatr męski” i „teatr kobiecy”.

Cykl rozmów zamknęło spotkanie z Jarosławem Fretem z Teatru Zar, reżysera diametralnie odmiennego od poprzednich rozmówców. Twórca Anhellego opowiadał o specyfice swojej pracy, którą pojmuje jako całościowy proces poznawczy i badawczy. Fret wyjaśniał, że dla artystów z Teatru Zar samym przekazem, esencją ich pracy, jest już muzyka. Wykonywanie na żywo pieśni w spektaklu jest nie tylko wyrazem określonej tradycji i estetyki, ale także sposobem na komunikację artystów z własnym ciałem (EZOOOO). Reżyser wyjaśnił także obecność muzycznej spuścizny kościoła wschodniego w Anhellim – w przeciwieństwie do dosłownej interpretacji poematu, każącej poszukiwać źródeł pracy w tradycjach rdzennych mieszkańców Syberii, Fret zdecydował się podążyć śladami Słowackiego i jego doświadczeń z podróży do Ziemi Świętej. Te źródła muzyczne stały się podstawą scenicznej wersji Anhellego.

Wczorajszego wieczoru mogliśmy także po raz ostatni obejrzeć Personę. Ciało Simone w reż. Krystiana Lupy, spektakl, który przyniósł nagrodę dla najlepszego aktora dla Andrzeja Szeremety w części konkursowej naszego Festiwalu. Przedstawienie jest drugą częścią planowanego tryptyku. Jego pierwszą część poświęconą Marilyn Monroe prezentowaliśmy podczas ubiegłorocznej edycji Boskiej Komedii. Tym razem reżyser skupił się na postaci Simone Weil, choć to nie ona sama jest główną bohaterką dramatu, a Elżbieta Vogler, aktorka, mająca zagrać rolę Simone Weil i starająca się wejść w odtwarzaną postać. Spory o charakter słynnej filozof i stopniowe krystalizowanie się koncepcji roli, stają się dla Lupy pretekstem do zbudowania gęstego od sensów filozoficznego traktatu dotyczącego fundamentalnych pytań o istnienie Boga, sens miłości.  

Z entuzjazmem powitany został także powtórny pokaz Dynastii w reż. Natalii Korczakowskiej, czyli teatralnych wariacji na temat znanego serialu. U Korczakowskiej pozostali świetnie znani wszystkim bohaterowie, są też schody ze słynnej posiadłości. Przerysowane gesty postaci przypominają o świecie soap opery. Akcent serio wprowadza Steven (w tej roli gościnnie występujący Krzysztof Zarzecki), umierający na AIDS syn Blake’a. Choroba zmienia go. Odseparowany od rodziny, wyrzucony na pobocze sceny, staje się krytycznym komentatorem scenicznej rzeczywistości, podnosząc kolorowy światek Dynastii do rangi dramatu.

Z równie odważnymi zmianami dokonanymi na znanym tekście zetknęli się widzowie Trzech sióstr Piotra Ratajczaka. Zielonogórska inscenizacja dramatu Czechowa zrywa z przyzwyczajeniami widzów, w miejsce historycznej inscenizacji kostiumowej proponując uniwersalne odczytanie dramatu. Rozczarowanie tytułowych bohaterek dramatu, wpisane w jego tekst, będące w czasach Czechowa przeczuciem nadchodzących zmian, reżyser stara się unaocznić. Czechowowskich mieszkańców dworku nie ominie zatem żadna z burz XX wieku. Wojny, totalitaryzmy, wszechobecna przemoc, bezpowrotnie zmienią mentalność bohaterów i pozbawią ich złudzeń.

Także oryginalność Hamleta w reżyserii Jana Peszka i Cezarego Tomaszewskiego spotkała się z gorącym aplauzem publiczności. Spektakl, będący dyplomem studentów PWST był wczoraj po raz ostatni pokazywany na Festiwalu, podobnie jak Koniec półświni grany na scenie krakowskiego Teatru Nowego. Jego reżyser, Jakub Porcari, w swojej inscenizacji tekstów Kajzara i Kafki śledzi proces stawania się ofiarą wobec widowni, której przypada rola sędziego.

Dzisiaj zapraszamy na ostatni pokaz Trzech sióstr na Dużej Scenie Teatru Starego (godz. 19.00), a w Łaźni Nowej na pierwsze pokazy gości specjalnych Boskiej Komedii: pracującego w Pontederze Workcenter of Jerzy Grotowski and Thomas Richards. O godz. 17.00 zapraszamy na dzieło będące częścią projektu Sztuka jako wehikuł. The Living Room Thomasa Richardsa to intymne spotkanie artystów i niewielkiego grona ich gości, będące jednocześnie badaniem możliwościami, jakie daje sztuka performatywna we wzbogacaniu i byciu wzbogacanym przez codzienne międzyludzkie relacje i realia. O godz. 19.00 rozpocznie się natomiast I am America w reżyserii Maria Biaginiego - spektakl zrealizowany przez zespół Open Program, będący częścią Workcenter of Jerzy Grotowski and Thomas Richards, w swojej pracy zajmujący się badaniem znaczenia słowa poetyckiego. I am America powstał w oparciu o teksty popularnego także w Polsce Allena Ginsberga. Jest fuzją muzyki, tańca, poezji i działania. Na zakończenie wieczoru zapraszamy na Fakira Bartosza Szydłowskiego, czyli opowieść o spotkaniu z Innym utrzymaną w konwencji paradokumentu (godz. 20.30, Łaźnia Nowa).

FOTO
Trzy siostry / fot. Tomasz Wiech
Trzy siostry / fot. Tomasz Wiech
Trzy siostry / fot. Tomasz Wiech
Trzy siostry / fot. Tomasz Wiech
Powrót
147/215
9 grudnia 2010