logo
Męskie święto
Boska Komedia: Jesteś współreżyserką Święta niewiniątek, zastanowiło nas, jak się czujesz, pracując w artystycznym tandemie ze swoim bratem?

Heidi Abderhalden:
Współpracujemy ze sobą już od dwudziestu siedmiu lat i doskonale się uzupełniamy. Pracując razem, jesteśmy w jakimś sensie… kompletni. Oczywiście przede wszystkim jesteśmy dwójką artystów, różnymi osobowościami, co bywa trudne. Często się ścieramy, ale przez te wszystkie lata nauczyliśmy się, że pójście na kompromis nie szkodzi nam ani nie przynosi ujmy. Ale to doświadczenie współtworzenia jest dla mnie niemożliwe do opisania słowami. Zdarzają się chwile, kiedy pojawiają się łzy, krzyk, ale są i takie, gdy oboje mamy wrażenie intelektualnej pełni. Taka emocjonalna sinusoida, wbrew pozorom, wiele wnosi do naszych projektów, a ma miejsce za każdym razem, kiedy coś wspólnie tworzymy.   

Boska Komedia:
Wasza edukacja artystyczna przebiegała tak samo, kształciliście się wspólnie?

Heidi Abderhalden:
Nie, każde z nas kształciło się osobno, każde w swojej dziedzinie. Zgłębialiśmy wiedzę z zakresu aktorstwa, scenografii, dramaturgii, organizacji widowiska – każde na swoją rękę. Poza tym fizycznie nasza edukacja nie mogła przebiegać w tym samym czasie. Rolf jest ode mnie sporo starszy (śmiech).

Boska Komedia:
Jak jesteście odbierani przez zespół?

Heidi Abderhalden: Pracujemy z małą, sprawdzoną grupą ludzi, w zasadzie przebywamy ze sobą, zależnie od stażu, od 11–15 lat, jesteśmy więc jak rodzina. Tylko pan grający na marimbie jest z zewnątrz – pochodzi z Guapi, zaprosiliśmy go do współpracy przy tym projekcie. Dobrze jest tworzyć w tak małym gronie – wytwarza się wówczas bardzo intymna atmosfera, która sprzyja takim projektom, jak ten, czyli na przykład odtwarzaniu święta. Nawzajem dajemy sobie siłę. To bardzo ważne. Nasza współpraca jest bardzo dynamiczna, często wymieniamy się funkcjami. Dotarliśmy do momentu idealnego dla naszej twórczości, wszystkie wspólne doświadczenia sprawiły, że potrafimy przebywać ze sobą praktycznie bez przerwy, co widać, kiedy jedziemy w tournée. A muszę przyznać, że nie mamy łatwo – zupełny brak wsparcia finansowego ze strony państwa sprawia, że wciąż szukamy partnerów, możliwości koprodukcyjnych. Kiedy jest ciężko, dobrze mieć przy sobie sprawdzonych ludzi, których jest się pewnym.

Boska Komedia:
Pojechałaś razem z Rolfem i ekipą filmową do Guapi. Czy możesz opisać to doświadczenie z perspektywy kobiety, która wyszła z kamerą na ulicę, w sam środek męskiej, brutalnej fiesty? Z jakimi reakcjami uczestników święta się spotkałaś?

Heidi Abderhalden: To bardzo męskie święto. Na ulicę wyszłam z kamerzystą, myślałam, że sprzęt filmowy będzie moją maską i ochroni mnie przed razami świętujących mężczyzn. Kiedy ktoś uderzył mnie po raz pierwszy, byłam bardzo zaskoczona – myślałam, że dzięki kamerze uda mi się tego bólu uniknąć. Przez to mogłam kręcić tylko do pewnego momentu. Poza tym byłam obca, byłam kimś z zewnątrz, miałam wrażenie, że ktoś chce mnie za to ukarać. Kilkakrotnie wracałam do Guapi, za każdym razem było łatwiej – lokalna społeczność oswajała się z nami, z obecnością kamery. Początki były jednak bardzo trudne. W zastanej sytuacji byłam podwójnie obca.

Boska Komedia: Mam pytanie dotyczące ostatnich słów, które w spektaklu wypowiada twoja bohaterka. Pyta ona, dlaczego dostała tyle razów. Odpowiedź brzmi: za niewinność. Czy jest to fragment rzeczywistej rozmowy, czy raczej możliwy dialog zainspirowany wydarzeniami, których byłaś świadkiem?

Heidi Abderhalden: To rodzaj gry słownej, taki dialog nie miał miejsca w rzeczywistości. Nazwę tej fiesty tłumaczylibyśmy dosłownie: świętych niewinnych. Ja, mając kamerę, czułam się na ulicach Guapi właśnie takim niewiniątkiem, a mimo to zostałam zbita. Realnie nie zadałam takiego pytania: za co? Przyjeżdżając do Guapi, nie do końca wiedziałam, na jakie obchody się piszę, wszystko to było bardzo mgliste, ale teraz, kiedy o tym myślę – wziąwszy pod uwagę historię i sytuację lokalnej społeczności – mam wrażenie, że odbierano mnie raczej jako intruza, kogoś, kto chce kolonizować i kto brutalnie wkracza w miejscową kulturę. To święto jest paradoksem – nie jest agresywne, ale z pewnością jest pełne przemocy. Musiałam jakoś przekonać ludzi, że nie przychodzę jako ktoś z góry, a próbuję zrozumieć to święto z perspektywy horyzontalnej, że startuję z tego poziomu, co oni. Nie chciałam oglądać obchodów z okien, chciałam się znaleźć pośród tych mężczyzn. Było to w jakiś sposób perwersyjne, ale nie w znaczeniu seksualnym, a artystycznym, razem z ekipą chcieliśmy tego wszystkiego doświadczyć na własnej skórze. Nasza wyprawa była jednocześnie niewinna i perwersyjna. Tylko nie myśl, że jestem sadomasochistką! (śmiech) Chodziło mi, jako artystce, o pełne dotknięcie tych wydarzeń – myślę, że taka postawa mogłaby zostać przez niektórych uznana za perwersję…

Boska Komedia: Jak możemy zobaczyć w filmie, pod koniec fiesty mężczyźni – przebrani i nie – jednoczą się, idą główną ulicą, skandując hasła: „Precz, paramilitarni, precz guerilla, przyłączcie się do nas!”. Czy, mając na uwadze trudną sytuację geopolityczną w Guapi, możemy to odbierać jako wezwanie do buntu i podjęcie walki o pokój?

Heidi Abderhalden: Sytuacja w Guapi jest krytyczna, ludzie żyją tam targani strachem, zewsząd doświadczają przemocy. To, co sfilmowaliśmy, było spontanicznym aktem – może w przyszłym roku ich rzeczywistość będzie inna, może fiesta zakończy się inaczej. Ich nastroje są zmienne, zależne od aktualnych wydarzeń. Myślę, że kiedy kręciliśmy nasz film, staliśmy się świadkami społecznego katharsis. Zupełnie, jakby ci ludzie potrzebowali tego święta, aby oczyścić się z negatywnych emocji, które towarzyszą im na co dzień. To, czemu oddają się podczas święta, to działanie wyzwalające, spontaniczne i nieprzewidywalne. Znaczenie fiesty jest uzależnione od okoliczności. W świętowaniu jest jakaś życiodajna siła, opór wobec unicestwienia.

Boska Komedia:
Możemy więc powiedzieć, że każdego roku mamy w Guapi do czynienia z krwawym karnawałem, który pozwala rozładować w jakiś sposób nastroje społeczne?

Heidi Abderhalden:
Dokładnie. Ale pamiętajmy, że to nasza artystyczna impresja, w końcu jesteśmy osobami z zewnątrz. My tak to postrzegamy. Musisz wiedzieć, że to, co prezentujemy, to artystyczna kreacja, stworzona przez nas teoria, interpretacja tego święta. Nie ukrywam, że montaż, spektakl to też pewna manipulacja, w jakimś stopniu chcemy, żeby odbiorcy podążyli za tą wizją. Pewne jest tylko to, że tradycja kultywowana w Guapi nie jest w pełni poznawalna. Doświadczenia przy tworzeniu tego spektaklu mocno wpłynęły też na nasz zespół. Po tym, co zobaczyliśmy, z pewnością inaczej patrzymy na świat. To wciąż wzbudza ogromne emocje, a każdy spektakl Święta niewiniątek jest przechodzeniem przez nie od nowa.

Boska Komedia: Dziękujemy za rozmowę!

 
Rozmawiały:
Magdalena Gałkowska
Natalia Grubizna
 
Powrót
115/215
5 lipca 2011