logo
Kolizja kultur

Boska Komedia: Jesteśmy świeżo po obejrzeniu spektaklu – zastanawia nas, jak oceniasz dzisiejszą widownię, jej reakcje. Czy spełniła twoje oczekiwania? Czy w jakiś sposób różniła się od publiczności japońskiej?

Toshiki Okada: Bardzo mnie ucieszyło duże zainteresowanie spektaklem, graliśmy przy pełnej widowni, to naprawdę niesamowite. Co do reakcji widzów, były bardzo podobne do tych, z którymi spotykamy się w Japonii. Publiczność podążała za rytmem przedstawienia, bardzo skupiona, bez trudu wychwytywała zabawne momenty. Dźwiękowe życie żółwia… to spektakl, w którym współpraca widza jest dla nas niezwykle ważna, i pod tym względem krakowscy widzowie świetnie się sprawdzili. Potwierdzili tym samym, że język naszego teatru jest uniwersalny.

Boska Komedia: Interesuje nas, jaka jest rola aktora w twoim procesie twórczym. Czy aktorzy mają duży wkład w powstawanie tekstu? Pozwalasz im improwizować czy opierasz się na istniejących już tekstach?

Toshiki Okada: Używamy tekstów już istniejących, aktorzy pod tym względem nie improwizują, nawet podczas prób. Nie zmienia to oczywiście faktu, że to aktor jest najważniejszą częścią mojego teatru. Pracuję przede wszystkim z aktorem, nie ze scenografią czy tradycją teatralną. Spektakl rodzi się z szeregu interakcji między nami. Wzajemny szacunek i zaufanie jest w tym wypadku czymś niezbędnym.

Boska Komedia: A jeżeli chodzi o ruch? Masz w głowie gotową wizję tego, jak aktorzy będą poruszać się w przestrzeni, czy też zostawiasz im wolną rękę?

Toshiki Okada: To zależy od spektaklu. Niektóre z „choreografii” są układane przeze mnie, inne są wymyślane przez samych aktorów. Bywa tak, że prowadzimy na ten temat długie dyskusje i zastanawiamy się, jaki ruch będzie odpowiedni dla danych postaci czy sekwencji.

Boska Komedia: Tytuł twojego spektaklu jest niejednoznaczny, nie nasuwa, przynajmniej Europejczykowi, klarownych skojarzeń. Pytania o znaczenie tytułu pojawiły się jeszcze przed prezentacją spektaklu na deskach Łaźni Nowej. Wielu widzów zastanawiało się, czy chodzi o symbol, czy też o jakieś luźne skojarzenia. Czy mógłbyś spróbować wyjaśnić tę kwestię?

Toshiki Okada: (Śmiech) To zabawne! Żółw olbrzymi, jak pewnie wiecie, żyje na wyspach Galapagos i my, Japończycy, myślimy czasem o swojej kulturze jak o tych wyspach, czyli jako o czymś specyficznym i odizolowanym od innych kultur. Nie oceniam, czy tak rzeczywiście jest, ale razem z aktorami przedyskutowaliśmy tę sprawę i stwierdziliśmy, że coś jest na rzeczy. Stąd wzięło się sformułowanie „żółw olbrzymi”. A formuła „dźwiękowe życie” też nieprzypadkowo wprawia widza w konsternację, wywołuje sprzeczne uczucia. Żółw jest w naszej świadomości czymś powolnym, natomiast dźwięk, fala kojarzy się z prędkością – zderzenie tych dwóch pojęć jest tutaj celowym zabiegiem artystycznym.

Boska Komedia: Jednocześnie jednak żółw wywołuje skojarzenia z długowiecznością. My powiązałyśmy tę część tytułu ze słowami, które padają w twoim spektaklu, kiedy bohaterowie zastanawiają się, co będą robić przez kolejne czterdzieści, pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat. Potencjalnie długie życie, zamiast cieszyć, przeraża ich, bo – jak stwierdzają – już teraz niewiele się w nim dzieje. Nie wiemy jednak, na ile nasza interpretacja jest uzasadniona…

Toshiki Okada: Oczywiście, to też jedna z możliwości interpretacyjnych. Myślę, że w teatrze nie chodzi o dawanie gotowych rozwiązań i opieranie się na jednym wariancie pojmowania. Na tym w końcu zasadza się sztuka. Każdy z moich widzów, oglądając, kreuje własny spektakl. To on decyduje, czym jest dla niego przedstawienie, jaka jest jego treść, co mówi mu jego forma. Oczywiście, cieszy mnie, jeśli moje zamierzenia i odbiór widzów w jakimś stopniu się stykają, ale równie wartościowe jest dla mnie poznawanie innych sposobów choćby „rozgryzania” relacji między tytułem a akcją spektaklu.

Boska Komedia: Czy kiedykolwiek rozważałeś życie i tworzenie teatru poza Japonią? Pracę z artystami z innych kultur niż twoja własna, na przykład z Europejczykami? Czy potrafisz sobie wyobrazić taki multikulturowy proces twórczy?

Toshiki Okada: Przyznam, że mam już pewne plany co do współpracy z aktorami spoza Japonii. Ale to jeszcze nic pewnego. Najbardziej w takim procesie ciekawiłaby mnie „kolizja” mojego zespołu z przedstawicielami innych kultur. Wciąż jestem na etapie poszukiwań, wynajdywania materiału, który mógłby stanowić bazę dla takiej współpracy i zaowocować wspólnym spektaklem. Jestem przekonany, że taki wielokulturowy spektakl byłby czymś zupełnie innym niż to, co robię z moim zespołem, i to właśnie jest w tych planach najbardziej interesujące. Dlatego nie twierdzę, że nigdy nie podejmę się takiej pracy. Bardzo ciekawi mnie taki wariant scenicznego spotkania.

Boska Komedia: Czy mógłbyś nam zdradzić, jak kompletujesz swój zespół? Czy są to osoby po szkołach aktorskich, z castingów? Twoi aktorzy na scenie wyglądają jak jeden wielki organizm, to wrażenie jest bardzo silne, jakby istniała między nimi niezwykle mocna więź. Myślę, że nawet dla kogoś, kto nie zna japońskiego, jest to wyczuwalne. Jaki jest sekret takiego doboru?

Toshiki Okada: To żadna tajemnica. Czasem organizuję przesłuchania, to zupełnie naturalne. A kiedy pracuję z aktorami, już na samym etapie doboru obsady, staram się jak najpełniej wyjaśnić ideę przedsięwzięcia. Posługuję się często metaforą jednej duszy, którą każdy z członków zespołu musi w siebie „inkarnować”; jeżeli ktoś to czuje, od razu jestem gotowy na pracę z nim. Myślę, że to w jakiś sposób materializuje się na scenie, stąd wrażenie jednego organizmu.

Boska Komedia: Swoją grupę teatralną, chelfitsch, założyłeś w 1997 roku. Czy od tego czasu masz w zespole aktorów, z którymi pracujesz nieprzerwanie?

Toshiki Okada: Nie. Zespół się zmienia. Chociaż, na przykład Taichi Yamagata jest w zespole od 2000 roku. Jeżeli z kimś dobrze mi się pracuje, następuje jakaś energetyczna wymiana, co wpływa na to, że każdy kolejny projekt jest świeży, wnosi coś nowego. Ale czasem trzeba sobie pozwolić na dopływ „świeżej krwi”.

Boska Komedia: Czy rodzaj teatru, jaki uprawiasz, jest popularny w Japonii? Inspirujesz się jakąś konkretną estetyką? A może masz już swoich naśladowców?

Toshiki Okada: Zauważam, że młodsze pokolenie artystów zaczyna mnie naśladować, chociaż nie jestem pewien, czy robią to celowo, czy może teatr w Japonii przechodzi małą rewolucję. Ale moja estetyka nie jest „normalna” dla Japończyków, jest czymś zupełnie innym. To szaleństwo. Dla mnie to, co robię, wynika z tego, jak wygląda obecnie życie w Japonii, z tego, jacy są Japończycy. Dlatego też jest naturalne, zwyczajne. Ale dla widzów – już niekoniecznie.

Boska Komedia: To bardzo ciekawe, bo muszę przyznać, że podczas oglądania spektaklu miałam wrażenie, że jest on w jakimś sensie, pod względem estetyki, „europejski”…

Toshiki Okada: Byłbym ostrożny z używaniem terminu „europejski”, jeżeli jednak dostrzegasz podobieństwa pomiędzy praktykami europejskiego teatru a moim spektaklem, to nie są one celowe. Czasem po prostu „wydarzają się” w procesie twórczym, ale na pewno nie są celowe. Jeżeli się pojawiają, to – przypadkowo. Ale to niewątpliwie ciekawe!

Boska Komedia: Mamy też pytanie do aktorów. Jak wam się pracuje z Toshiki Okadą i na ile praca ta różni się od waszych wcześniejszych aktorskich doświadczeń?

Taichi Yamagata: Z Okadą pracuje się doskonale. Przede wszystkim – zawsze jest to współpraca, aktor zdaje sobie sprawę, jak wiele od niego zależy.

Yukiko Sasaki: To jest nieporównywalne do niczego. Świetnie nam się razem współpracuje, bo estetyka, jaką proponuje Okada, jest zupełnie inna od tej, do której przyzwyczajona jest widownia i do której przygotowują nas szkoły. Dla artysty możliwość sprawdzania się w różnych warunkach jest bardzo ważna.

 

Rozmawiały:
Magdalena Gałkowska
Natalia Grubizna

Powrót
122/215
19 maja 2011